Dzika radość, bo codziennie, i to kilka razy dziennie, film w kinie, bezwstydne filmopochłanianie, nurzanie się w atmosferze święta kina

i rozkosz pełnych sal kinowych oraz uczestniczenie w spotkaniach z Twórczyniami i Twórcami i słuchanie o tym jak zrobili film (a mogłabym słuchać o tym często…) – tego doświadczałam pomiędzy 21 a 26 września w Gdyni na 51 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Ach, jak było wspaniale!!! I może sobie redaktor Raczek narzekać – było na co popatrzeć, nad czym pomyśleć i czego posłuchać. Od gali otwarcie miałam wrażenie, że ważny jest na tym festiwalu głos kobiet. Zobaczyłam 9 filmów pełnometrażowych – szczególnie mi się podobały „Czarna godzina” (reż. Filip Bojarski, debiut pełnometrażowy), bo wyjątkowe bohaterki – para lesbijek, odważny, aktualny społecznie temat i bardzo zabawny, „Hot Spot” (reż. Agnieszka Smoczyńska) niepokojący, drażniący, nieprzyjemny, obnażający wstydliwe kawałki duszy widza, wizja dokonanej katastrofy w retro-klimacie (nomen omen), baśń dla mojego pokolenia , „Exotic” (reż. Sonja Orlewicz-Zakrzewska, debiut pełnometrażowy) świetna historia o ciele i odwadze bycia z sobą i sobą, „Fluidy” (reż. Maria Wider, debiut fabularny), bo uchwycenie ulotnego i za to, że to film o robieniu filmu i za dziewczyńskie sprawy na pierwszym planie; „Czas, który nie nadszedł” (reż.  Julia Rogowska) bo niewygodne pytania i trudna wizja przyszłości, bardzo bliskiej i niezwykle prawdopodobnej i oczywiście świetni Agata Kulesza i Dobromir Dymecki, ale zapadł mi też w głowę „Kalafior przeznaczenia” (reż. Anna Urbańczyk) bo Gabriela Muskała i bezkompromisowy koncept, i niemalże wyczuwalny smród rozkładu, zaś „Sick” (reż. Agata Trzebuchowska, pełnometrażowy debiut reżyserski) to kolejny krok w stronę strasznego, mrocznego i krwawego świata zombie, wampirów i wilkołaków, który mnie coraz bardziej pociąga. „Ojczyznę” Pawlikowskiego, „Dobrego chłopca” Komasy i „Zimę spod znaku wrony” Adamik miałam okazję zobaczyć wcześniej. Zachwyciły mnie filmy krótkometrażowe – niezwykle różnorodne, dziwne, odważne, czasem bardzo zabawne, groteskowe, zaskakujące, widziałam trzy bloki, a więc w sumie 15 „shortów” i gorąco polecam filmy: „Archiwum rodzinnego końca świata” (ciekawa gra z formą i narracją, doskonale oddany klimat rodzinnych relacji), „Brat” (ogromny ładunek humoru i smutku zarazem), „Sadzonka” (musical, (nie)chciana ciąża, strajk kobiet, próba przyjaźni – szalona mieszanka), „Koty na szkle” (eutanazja ludzi i zwierząt czym się różnią?), „Złe pomysły” (bardzo przewrotny film o sztuce) oraz „Spiritus Sanctus” (bardzo zabawny film o cudach-nie-cudach i polskiej duszy). Miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w 7 spotkaniach z Autorkami i Autorami filmów, słuchając, wymieniając się uwagami z innymi uczestnikami i zadając pytania i przyznam, że nie umiem się zdecydować, czy większą frajdę sprawiały mi spotkania z Debiutantami czy  doświadczonymi Twórcami. Poszłam też na debatę o społecznej odpowiedzialności kina – było trochę gorzko, trochę smutno i bardzo rzeczowo, całe szczęście padły też przekonywające słowa, że ludzie kina (i kultury w ogóle) mimo świadomości o niemożności zmiany świata muszą to próbować robić i będą to robić, a w ogóle to najważniejsze jest i będzie spotkanie ludzi wokół sztuki, bo po to ją tworzymy, po to od wieków snujemy opowieść o rozumieniu, postrzeganiu i zmienianiu ludzkości, cywilizacji, świata. I były jeszcze uśmiechy do ludzi i podpatrywanie sytuacji i zaglądanie na okolice czerwonego dywanu i ścianki, zagadywanie do innych. Warto wspomnieć o miłych, pomocnych i uśmiechniętych Wolontariuszkach i Wolontariuszach, fajnych rozwiązaniach komunikacyjnych, sprawnym systemie rezerwacji biletów i wykorzystywaniu akredytacji, miłych prezentach, ciekawych atrakcjach, pięknych dekoracjach, cudnej i charakterystycznej grafice, która była obecna w wielu miejscach i świetnej lokalizacji w cudownej Gdyni, czyli tym wszystkim co tworzy miły, świąteczny nastrój.  

A moja głowa pełna wrażeń, myśli, refleksji i pomysłów jakie spotkania, tematy, filmy i rozmowy u nas w Fabryce Kultury i „Klapsie”

O festiwalu w Gdyni marzyłam już jakiś czas, lubię Gdynię, bardzo lubię Gdyńskie Centrum Filmowe, a impulsem do pojechania na festiwal stała się współpraca z Pomorską Fundacją Filmową w ramach programu „50 na 51” – dziękuję za akredytację i zaproszenie na galę!

 

Sponsorzy AKF Klaps

Wszystkie treści, w tym filmy i zdjęcia udostępniane na tej platformie, są chronione prawem autorskim. Udostępnione zostały w ramach niekomercyjnego użytku domowego i edukacyjnego. Żadna część tej strony, w tym teksty, zdjęcia czy filmy, nie może być reprodukowana, przechowywana ani udostępniana w żadnej formie bez pisemnej zgody właściciela praw autorskich.

Privacy Preference Center

Przejdź do treści