FOLWARK NA FRELICHOWIE

Wiosną 1919 roku folwark, pokaźnie zadłużony w banku w Bielsku, objął Karol Suchonek pochodzący z Moraw. W czasie wojny polsko-czeskiej, w styczniu 1919 roku, służył on jako oficer u generała Sznajdera w oddziałach atakujących Drogomyśl. Tam wraz z plutonem żołnierzy zdezerterował i przeszedł na polską stronę. Od razu po zawieszeniu broni, 3 lutego 1919 roku, Czesi skonfiskowali mu majątek wraz z całym ruchomym inwentarzem.

Jego patriotyczną postawę w najtrudniejszym dla Polaków okresie wojny, doceniły władze polskie. W uznaniu za zasługi odstąpiły mu frelichowskie, ponad 80 hektarowe, gospodarstwo. Do jego prowadzenia miał potrzebne kwalifikacje, gdyż był z wykształcenia agronomem i gorzelnikiem po 5- letniej, średniej szkole rolniczej.

Początkowo Karolowi Suchankowi, który zamieszkał w zamku z żoną i 7-letnią córką, źle się powodziło. Krów miał mało, a ze starych, przepracowanych koni niewiele było pożytku. Dopiero po kilku latach stał się wypłacalny i mógł liczyć na kredyty bankowe. Wyremontował budynki, kupił 6 par koni i kilkanaście krów, rzadkiej, siwej rasy. Ziemia po intensywnym nawożeniu zaczęła wreszcie
przynosić oczekiwane plony, a gospodarstwo dobrze prowadzone z każdym rokiem zwiększał zasoby.

W połowie lat 30. XX wieku było już w nim ponad 60 mlecznych krów, którymi na stałe zajmowały się trzy kobiety. Każda codziennie musiała wydoić prawie 20 sztuk bydła i posprzątać „swoją” część obory. Nawóz wynosiły na noszach lub wywoziły ręcznym wózkiem. Mleko każdego ranka wysyłano furmanką do mleczarni w Pawłowicach, choć oferowana za nie cena pozostawiała wiele do życzenia.

Praca w gospodarstwie była ciężko, nierzadko po 10 i więcej godzin dziennie, bez względu na porę roku, a przy nasileniu robót polowych nawet i 12. Suchanek płacił za nią 25 złotych miesięcznie i do pensji dokładał 9 m³ zboża, mleko oraz naftę. To, co się należało każdy otrzymywał na czas, o ile dobrze wypełnił swoje obowiązki, choć różnie z tym bywało.

Produkcja spirytusu z ziemniaków została wznowiona we Frelichowie w rok po przejęciu majątku przez Suchanka (1920). Rozpoczęto od 60 litrów miesięcznie, by końcem lat 30. odwozić do Bielska, do ratyfikacji, nawet kilkaset litrów tygodniowo. Wytwarzany w wytwórni alkohol gromadzono w zbiorniku o pojemności 30 tys. Litrów, z którego napełniano „furmankową” cysternę. Przelewania
właściciel pilnował osobiście. Zwłaszcza, że zdarzył się wypadek, w którym zginął nietrzeźwy woźnica, a para koni utopiła się w stawie.

W roku 1929 Karol Suchanek usiłował zwiększyć zyski z gorzelni. Zawarł, ze swoim kolegą Emilianem Kołoczkiem – zarządcą lasów w rejonie Kończyc – korzystną umowę na dostarczenie spirytusu do jego fabryki wódek i likierów, mieszczącej się właśnie we Frelichowie. Wynajął mu część pomieszczeń gospodarczych na ponad rok. Firma dość wcześnie, bo w roku 1921 weszła w spółkę z znanym skoczowskim przedsiębiorcą – Franciszkiem Blattanem – producentem wielu gatunków alkoholi.

W 1937 roku Karol Suchanek kupił duży folwark na Mnichu zwany przez miejscowych „U Mamicy”.

Po I Wojnie Światowej przejął ten majątek („U Mamyicy”) niejaki Czajkowski, były „biały” oficer, który w 1920 roku, w czasie gdy bolszewicy parli na Warszawę, przeszedł na stronę polską. Marszałek Józef Piłsudski docenił tą postawę i nadał mu ziemię w Mnichu. Początkowo Czajkowski dbał o ludzi, którzy u niego pracowali, ale później zaczął coraz więcej wymagać i coraz mniej płacić. Nie raz zdarzało się, że w ogóle nie było wypłaty, a awantury o pieniądze stawały się czymś normalnym. Tuż
przed bankructwem Czajkowskiego, jeden z chłopów nie wytrzymał nerwowo i przyszedł po zaległe od kilku miesięcy pieniądze bezpośrednio do pryncypała. Czajkowski, jak zawsze zaczął obiecywać, że wszystko wypłaci, ale w przyszłym tygodniu. Gdy dyskusja zaczęła się przeciągać, zdjął strzelbę ze ściany i zaczął fornalowi wygrażać, co dotychczas było na porządku dziennym. Ten nie namyślając się wiele, przewrócił Czajkowskiego, wyrwał mu z rąk nabitą i odbezpieczoną strzelbę i przystawił mu do głowy. Od razu znalazły się pieniądze. Choć chłop po całym zdarzeniu, został od razu wyrzucony z pracy, to jednak Czajkowski przestał haniebnie postępować wobec pracowników.

Podobną utarczkę miał z nim Suchanek podczas zwyczajnego objazdu swoich włości dwukołowym powozem. Podczas sprzeczki, kto komu ma ustąpić na grobli, doszło do rękoczynów, które Czajkowski zakończył w stawie. Kolejne rozprawy sądowe zakończyły się skazaniem Suchanka w 1931 roku na karę grzywny.

Po bankructwie Czajkowskiego zadłużony folwark w Mnichu kupił Suchanek. Do 1939 roku, do wojny nie spłacił on jednak wierzycieli, wyczerpał przy tym swoje zasoby pieniężne i sam popadł w długi.

Po zajęciu Polski przez Niemców, we wrześniu 1939 roku, zabroniono produkcji we Frelichowie, a urządzenia gorzelnicze opieczętowano. Suchanek w przeciwieństwie do swojej córki, która ukończyła przed wojną gimnazjum im. A. Osuchowskiego i pozostała Polką, przyjął II grupę DVL. Dlatego władze hitlerowskie powierzyły mu wysyłkę mleka z Chybia i okolicznych wiosek do mleczarni w Pawłowicach oraz rozdzielnictwo na tym terenie nawozów sztucznych. Mimo pozornej gorliwości przy wypełnianiu
obowiązków, Suchanek pozostał takim samym, jak dawniej porządnym człowiekiem. Pomagał różnym ludziom w trudnych dla nich chwilach i ostrzegał przed mającymi nadejść kontrolami i rewizjami w Chybiu.
W 1942 roku do Frelichowa doprowadzono prąd. Przy budowie linii pracowali niezdolni do służby wojskowej mężczyźni, którzy wtedy mieszkali w majątku.

Żona Suchanka pochodziła z bogatej morawskiej rodziny i również przyjęła volkslistę. Wspólnie z córką pomagała mężowi w prowadzeniu gospodarstwa, zajmując si głównie administracja, rachunkami i prowadzeniem dom. Miała do dyspozycji służbę, a do męża nie zwracała się inaczej niż „Pan Suchanek”. Suchankowie żyli na wysokim poziomie. Mieli dobrze urządzone mieszkanie, powóz,
zadbany majątek. Udzielali się też w drogomyskiej parafii ewangelickiej.

Zimą 1945 roku do Frelichowa wkroczyły jednostki sowieckie, zabrano wszystkie konie i krowy, a miesiąc później Suchanka aresztowało NKWD i wywiozło do obozu pracy za Ural. Tam już po roku został kierownikiem kołchozu o powierzchni 10 tys. hektarów. Znajdowało się w nim kilka młynów, zakładów przetwórczych, spichlerzy i 5 dużych gorzelni. W krótkim czasie kołchoz osiągnął najlepsze wyniki ekonomiczne w całym obozie. Z niewoli, w której miał się bardzo dobrze, wrócił Suchanek we wrześniu 1948 roku i zamieszkał ponownie w zamku. Razem z żoną, zamężną już córką oraz zięciem Wanią z Drogomyśla zajmowali już tylko 3 pokoje i kuchnię. Jego gospodarstwo, jako poniemieckie, jeszcze w lecie 1945 rok przejęła cukrownia w Chybiu, która nie mogła jednak poradzić sobie z kosztami prowadzenia majątku i po dwóch latach przekazała go Stadninie Ogierów w Pruchnej. Ta, już po trzech miesiącach, pozbyła się go na rzecz PGR „Zjednoczenie” w Opolu.

Właśnie wtedy znakomicie utrzymane krowy rasy holenderski przekazano z Frelichowa do Krowiarek za Raciborzem. Potem folwarkiem rządził PGR w Pszczynie, który nieco wyremontował zdewastowane już zabudowania. W 1951 roku wymieniono więźby i założono nowe pokrycie dachowe.

Wszystkie urządzenia gorzelnicze, jeszcze w roku 1947, zabrała z Frelichowa Bielska Fabryka Wódek. Gorzelnia przestała istnieć, a reszta majątku popadała w coraz większą ruinę.

Suchankowie mieszkali w zamku do 1950 roku po czym wyprowadzili się do Pruchnej. W starym mieszkaniu pozostała córka z mężem, który pracował wówczas w cukrowni w Chybiu i objął w posiadanie tzw. Mamicówkę.

Suchanek zatrudnił się w Pruchnej do prowadzenia tamtejszego majątku PGR. Za wynikłe z winy innych niedobory, skazano go wówczas na 3 lata więzienia. Po wyjściu na wolność w 1956 roku Suchanek przeniósł się do Łabęd do tamtejszego PGR i zaczął osiągać spore zyski, które zainteresowały aż Ministerstwo Rolnictwa w Warszawie. Ofiarną i efektywną pracę Suchanka
nagrodzono Złotym Krzyżem Zasługi.

W Łabędach nie pobył zbyt długo. Sprawy rodzinne zaabsorbowały go na tyle, że zdecydował się kupić 90 arową parcelę w Dzięgielowie. Zatrudnił się w Spółdzielni Rolniczej w Bażanowicach i tam pracował do emerytury. Zmarł w latach 80. XX wieku i jest pochowany na cmentarzu ewangelickim w Cieszynie.
Dzieje Frelichowa opracowano na podstawie wspomnień osób, które pracowały tam w latach 30. i  40. XX wieku. Bez pomocy Józefa Kielocha i Karola Nikla ten artykuł nigdy by nie powstał.

Rodzina Krzysztofa Suchanka wraz ze służbą:

Gorzelnia lata 90.